leonetta
sobota, 17 maja 2014
Rozdział XIV
-Skąd wiesz ile mam lat?- zdziwiłam się.
-Właśnie skąd?- dołączył do mnie mój tata. Choć raz się zgadzamy.- Przecież ci tego nie mówiłem.
Angie przez chwilę przyglądała nam się z zakłopotaniem. Wzięła oddech i w chwili gdy chciała nam to wyjaśnić Jade wbiegła do salonu.
-Kochanieński musimy omówić nasz ślub- powiedziała, ciągnąc go do jego gabinetu.
Westchnęłam. Pobiegłam do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz.
*Dwa dni później* *Leon*
Słońce świeci, oświetlając moją różaną twarz. Zakładam na nos przeciwsłoneczne okulary, ruszam w dalszą wędrówkę. Myślę o tym co wydarzyło się ostatnio. Do Studia przyjeżdża dzisiaj nowy uczeń. Pochodzi z Włoch. Podobnie jak Francesca.
Z zamyśleń wyrywa mnie głos Violetty. Szatynka podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Złapałem ją za rękę i oboje ruszyliśmy w kierunku wejścia do szkoły.
*Violetta*
-Dobrze dzieciaki, chciałbym przedstawić wam Federico- powiedział Pablo.
Do auli wchodzi szatyn, o wysoko postawionej grzywie. Skądś go kojarzyłam. Przypominam sobie zdjęcia, które kiedyś znalazłam w pamiętniku mamy. Zatrzymuję się przy jednym.
-Fede!- krzyczę, rzucając się na niego.
-Violetta- uśmiecha się, obejmując mnie w tali.
Czuję na sobie wzrok wszystkich zgromadzonym, w tym Leona.
-Jak się miewasz kuzynie?- spytałam.
Usłyszałam głośnie westchnięcie ulgi. Posyłam mojemu chłopakowi roześmianą minę. Po chwili czuję jego ciepłe ręce na moich biodrach.
-Bardzo dobrze, współlokatorko- zaśmiał się, pokazując swoje białe zęby.
-Będziesz u mnie mieszkać?- uśmiecham się. Włoch przytakuję.- Ale fajnie!
-A ty to?- spytał, wskazując na chłopaka koło mnie.
-Leon, chłopak Violetty- przedstawił się.- To jak się tu dostałeś? Zapisy do studia skończyły się dwa dni temu.
-Jestem tutaj za jakiegoś Tomasa- wyjaśnił.
-Tomas wyjechał?- spytała Fran, podbiegając do nas.
-Na to wygląda- odpowiada jej.- Miło mi cię poznać...
-Francesca- powiedziałam za przyjaciółkę.
-Włoszka?- uśmiechnął się.- Czyli nie jestem tutaj, aż taki samotny jak myślałem. Fajnie się gadało, ale muszę iść się wypakować. Narka!- zawołał, znikając z mojego pola widzenia.
*Diego*
Co ten nowy sobie myśli? Ledwo co przyjechał, a Violetta już rzuca się na niego. Ciekawe co na to Verdas.
Nie mogąc wytrzymać całej tej szopki wyszedłem z auli prosto do sali muzycznej. Wziąłem do ręki jedną z gitar i zacząłem grać na niej moją piosenkę. Gdy zagrałem ostatnią nutę, za sobą usłyszałem klaskanie. Odwróciłem się. Przede mną stała blondynka. Z tego co pamiętam miała na imię Ludmiła.
Odłożyłem instrument i spróbowałem ją wyminąć, lecz ona zagrodziła mi drogę.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia- powiedziała, kładąc lewą rękę na biodrze.
-A to ci zbieg okoliczności. Ja także. Odsuniesz się, pozwolisz mi przejść i zapomnisz o swojej głupiej ofercie- syknąłem.
-Nawet jeśli wiem jak możesz zaliczyć Violettę?- zaśmiała się.
*Violetta*
Promienie słońca oświetlały moją blado różową skórę, gdy przechadzałam się ulicami Buenos Aires. Tę chwilę musiał jednak ktoś zepsuć. Czarny samochód zatrzymał się kilka centymetrów ode mnie. Ciemna szyba opuściła się, ukazując twarz mojego taty.
-Co tym razem?- westchnęłam.
-Nie możesz chodzić sama!- zawołał oburzony.
Wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się do wokół. W oddali zauważyłam idącą Angie. Pomachałam do niej, po czym pobiegłam w jej kierunku. Za sobą usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Pociągnęłam guwernantkę w stronę najbliższej kawiarni, mając nadzieję, że chociaż tam tata nie zrobi mi awantury.
-Udawaj, że tu się ze mną umówiłaś- szepnęłam jej na ucho.
Angie uśmiechnęła się. Od razu zrozumiała o co mi chodzi.
*Naty*
Nigdzie nie mogłam znaleźć Ludmiły. Minęłam salę Angie, jednak zatrzymałam się metr od niej. Jakaś siła kazała mi tam wejść. Lekko uchyliłam się i zajrzałam do środka. Przy klawiszach stał Maxi. Ze słów wywnioskowałam, że gra "Te creo". Przegryzłam dolną wargę. Miał taki śliczny głos. Stop! O czym ja mówię?! Ehh... Tak kocham Maxi'ego, ale już przez Ludmi raz go już straciłam. Strasznie wtedy cierpiałam. Nie chcę znów przechodzić przez to samo.
Odsuwam się od drzwi o krok, z zamiarem ucieczki. Jednak coś mnie zatrzymuje: ręka na moim nadgarstku. Jadę wzrokiem po ramieniu, aż docieram do twarzy. Czuję jak moje uczucia do niego wracają silniejsze niż wcześniej. W kącikach oczu zbierają się łzy. Chłopak ściera mi je kciukiem. Zaciskam mocno oczy, próbując powstrzymać dalszy wypływ cieczy. Po chwili czuję jego usta na moich.
-Posiadasz swój blask Natalia, nie zmarnuj tego- powiedział odchodząc.
-Właśnie skąd?- dołączył do mnie mój tata. Choć raz się zgadzamy.- Przecież ci tego nie mówiłem.
Angie przez chwilę przyglądała nam się z zakłopotaniem. Wzięła oddech i w chwili gdy chciała nam to wyjaśnić Jade wbiegła do salonu.
-Kochanieński musimy omówić nasz ślub- powiedziała, ciągnąc go do jego gabinetu.
Westchnęłam. Pobiegłam do swojego pokoju, zamykając drzwi na klucz.
*Dwa dni później* *Leon*
Słońce świeci, oświetlając moją różaną twarz. Zakładam na nos przeciwsłoneczne okulary, ruszam w dalszą wędrówkę. Myślę o tym co wydarzyło się ostatnio. Do Studia przyjeżdża dzisiaj nowy uczeń. Pochodzi z Włoch. Podobnie jak Francesca.
Z zamyśleń wyrywa mnie głos Violetty. Szatynka podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła. Na mojej twarzy pojawia się uśmiech. Złapałem ją za rękę i oboje ruszyliśmy w kierunku wejścia do szkoły.
*Violetta*
-Dobrze dzieciaki, chciałbym przedstawić wam Federico- powiedział Pablo.
Do auli wchodzi szatyn, o wysoko postawionej grzywie. Skądś go kojarzyłam. Przypominam sobie zdjęcia, które kiedyś znalazłam w pamiętniku mamy. Zatrzymuję się przy jednym.
-Fede!- krzyczę, rzucając się na niego.
-Violetta- uśmiecha się, obejmując mnie w tali.
Czuję na sobie wzrok wszystkich zgromadzonym, w tym Leona.
-Jak się miewasz kuzynie?- spytałam.
Usłyszałam głośnie westchnięcie ulgi. Posyłam mojemu chłopakowi roześmianą minę. Po chwili czuję jego ciepłe ręce na moich biodrach.
-Bardzo dobrze, współlokatorko- zaśmiał się, pokazując swoje białe zęby.
-Będziesz u mnie mieszkać?- uśmiecham się. Włoch przytakuję.- Ale fajnie!
-A ty to?- spytał, wskazując na chłopaka koło mnie.
-Leon, chłopak Violetty- przedstawił się.- To jak się tu dostałeś? Zapisy do studia skończyły się dwa dni temu.
-Jestem tutaj za jakiegoś Tomasa- wyjaśnił.
-Tomas wyjechał?- spytała Fran, podbiegając do nas.
-Na to wygląda- odpowiada jej.- Miło mi cię poznać...
-Francesca- powiedziałam za przyjaciółkę.
-Włoszka?- uśmiechnął się.- Czyli nie jestem tutaj, aż taki samotny jak myślałem. Fajnie się gadało, ale muszę iść się wypakować. Narka!- zawołał, znikając z mojego pola widzenia.
*Diego*
Co ten nowy sobie myśli? Ledwo co przyjechał, a Violetta już rzuca się na niego. Ciekawe co na to Verdas.
Nie mogąc wytrzymać całej tej szopki wyszedłem z auli prosto do sali muzycznej. Wziąłem do ręki jedną z gitar i zacząłem grać na niej moją piosenkę. Gdy zagrałem ostatnią nutę, za sobą usłyszałem klaskanie. Odwróciłem się. Przede mną stała blondynka. Z tego co pamiętam miała na imię Ludmiła.
Odłożyłem instrument i spróbowałem ją wyminąć, lecz ona zagrodziła mi drogę.
-Mam dla ciebie propozycję nie do odrzucenia- powiedziała, kładąc lewą rękę na biodrze.
-A to ci zbieg okoliczności. Ja także. Odsuniesz się, pozwolisz mi przejść i zapomnisz o swojej głupiej ofercie- syknąłem.
-Nawet jeśli wiem jak możesz zaliczyć Violettę?- zaśmiała się.
*Violetta*
Promienie słońca oświetlały moją blado różową skórę, gdy przechadzałam się ulicami Buenos Aires. Tę chwilę musiał jednak ktoś zepsuć. Czarny samochód zatrzymał się kilka centymetrów ode mnie. Ciemna szyba opuściła się, ukazując twarz mojego taty.
-Co tym razem?- westchnęłam.
-Nie możesz chodzić sama!- zawołał oburzony.
Wzięłam głęboki oddech. Rozejrzałam się do wokół. W oddali zauważyłam idącą Angie. Pomachałam do niej, po czym pobiegłam w jej kierunku. Za sobą usłyszałam trzask zamykanych drzwi. Pociągnęłam guwernantkę w stronę najbliższej kawiarni, mając nadzieję, że chociaż tam tata nie zrobi mi awantury.
-Udawaj, że tu się ze mną umówiłaś- szepnęłam jej na ucho.
Angie uśmiechnęła się. Od razu zrozumiała o co mi chodzi.
*Naty*
Nigdzie nie mogłam znaleźć Ludmiły. Minęłam salę Angie, jednak zatrzymałam się metr od niej. Jakaś siła kazała mi tam wejść. Lekko uchyliłam się i zajrzałam do środka. Przy klawiszach stał Maxi. Ze słów wywnioskowałam, że gra "Te creo". Przegryzłam dolną wargę. Miał taki śliczny głos. Stop! O czym ja mówię?! Ehh... Tak kocham Maxi'ego, ale już przez Ludmi raz go już straciłam. Strasznie wtedy cierpiałam. Nie chcę znów przechodzić przez to samo.
Odsuwam się od drzwi o krok, z zamiarem ucieczki. Jednak coś mnie zatrzymuje: ręka na moim nadgarstku. Jadę wzrokiem po ramieniu, aż docieram do twarzy. Czuję jak moje uczucia do niego wracają silniejsze niż wcześniej. W kącikach oczu zbierają się łzy. Chłopak ściera mi je kciukiem. Zaciskam mocno oczy, próbując powstrzymać dalszy wypływ cieczy. Po chwili czuję jego usta na moich.
-Posiadasz swój blask Natalia, nie zmarnuj tego- powiedział odchodząc.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

